Zrb siga ju poowy oddziau. Nie tknite jeszcze drzewa stay szeregiem, odsaniajc na caej wysokoci niespodziewanie jasne pnie jak bezbronne podbrzusza. Drwale cigali ju z roboty do swoich rzeczy lecych przy drodze. Byo ich czterech. Patrzcemu z daleka nie chciao si wierzy, e te cztery ludzkie figurki w cigu paru dni pooyy na ziemi tak potg. 